W poniedziałek (6 lipca 2026 roku) miał być dla tej rodziny dniem walki o zdrowie trzymiesięcznego syna. Zamiast tego rozpoczął się dramat, który trwa do dziś.
Rodzice twierdzą, że w czasie, gdy ich dziecko wymagało pilnej pomocy medycznej, rozpoczęto procedurę jego odebrania. Dziś pytają, czy w całym tym postępowaniu ktoś postawił dobro dziecka na pierwszym miejscu.
Do naszej redakcji zgłosiła się rodzina z województwa łódzkiego. Przedstawili dokumenty, opis przebiegu wydarzeń oraz zawiadomienia skierowane do prokuratury. Opowiadają o kolejnych dniach, które – jak twierdzą – były pasmem dramatycznych decyzji, nieporozumień i sytuacji, które w ich ocenie mogły zagrozić zdrowiu ich trzymiesięcznego syna.
TWniosek o odebranie dziecka
Jak relacjonują rodzice, cała procedura miała rozpocząć się od wniosku złożonego przez panią kurator. Według rodziny powodem miało być to, że podczas wcześniejszych wizyt nie zastała ona rodziców w domu.
Rodzice stanowczo podkreślają, że nieobecność nie oznaczała pozostawienia dziecka bez opieki ani zaniedbania obowiązków rodzicielskich.
– Nasz syn był z nami. Był otoczony opieką i miłością. Nigdy go nie porzuciliśmy i nigdy nie przestaliśmy o niego walczyć – mówią.
Dramatyczny poranek
W poniedziałek (6 lipca) tuż przed godziną 8.00, stan trzymiesięcznego chłopca gwałtownie się pogorszył.
Według relacji rodziców dziecko zrobiło się sine, dostało drgawek, wystąpiły wymioty oraz niepokojące stolce. Rodzice natychmiast wezwali Zespół Ratownictwa Medycznego.
Jeszcze przed przyjazdem karetki do domu przybyła pani kurator wraz z dwiema pracownicami Centrum Administracyjnego Pieczy Zastępczej oraz dwiema nieumundurowanymi policjantkami.
Rodzice twierdzą, że okazano im nieczytelną kserokopię postanowienia Sądu Rejonowego dla Łodzi-Widzewa o odebraniu dziecka i umieszczeniu go w pieczy zastępczej.
Jak podkreślają, od razu poinformowali wszystkie obecne osoby, że ich syn wymaga pilnej pomocy medycznej, a pogotowie jest już w drodze.
Lekarz zdecydował o hospitalizacji
Po przyjeździe ratowników medycznych zapadła jednoznaczna decyzja – dziecko musi zostać przewiezione do szpitala.
Rodzina twierdzi jednak, że mimo decyzji personelu medycznego pani kurator oraz pracownice CAPZ miały podważać zasadność hospitalizacji, twierdząc, że dziecku „nic nie jest”.
Chłopiec trafił do szpitala razem z matką.
Według relacji rodziców także tam pojawiły się przedstawicielki CAPZ wraz z panią kurator. Rodzina twierdzi, że miało dojść do sporów z personelem medycznym oraz podważania decyzji lekarza, który uznał hospitalizację za konieczną.
Rodzice uznali, że takie działania mogły narazić ich syna na niebezpieczeństwo i złożyli zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na narażeniu dziecka na utratę życia lub zdrowia.
Obietnica, która okazała się nieprawdą
W piątek (10 lipca) lekarze zdecydowali o wypisaniu chłopca ze szpitala.
Jak relacjonują rodzice, zapewniono ich, że dziecko zostanie przewiezione do placówki CAPZ, gdzie matka będzie mogła jeszcze nakarmić syna piersią, a oboje rodzice będą mogli się z nim pożegnać.
Pojechali tam z nadzieją, że choć przez chwilę będą mogli jeszcze potrzymać swoje dziecko w ramionach.
Na miejscu przeżyli jednak kolejny szok.
Według ich relacji koordynator rodziny poinformowała ich, że syn został przewieziony bezpośrednio ze szpitala do rodzinnego pogotowia opiekuńczego.
Rodzice podkreślają, że dowiedzieli się o tym tego samego dnia, dopiero po przyjeździe do placówki.
– Po raz kolejny odebrano nam możliwość bycia z naszym dzieckiem. Nawet pożegnać się z nim nie mogliśmy – mówią.
Na pytanie, dlaczego przekazano im wcześniej inną informację, mieli – jak twierdzą – nie otrzymać żadnego wyjaśnienia.
Dowiedzieli się również, że kontakty z synem mają odbywać się raz w tygodniu na terenie placówki.
Niepokój o zdrowie dziecka
Następnego dnia matka zawiozła dla syna odciągnięte mleko.
Podczas rozmowy miała usłyszeć, że dziecko ma się dobrze, przesypia całe noce i karmione jest mlekiem modyfikowanym Bebiko 1.
To właśnie wtedy rodzice zwrócili uwagę, że w książeczce zdrowia znajduje się wpis o podejrzeniu alergii na białka mleka krowiego oraz zaleceniu stosowania preparatu Nutramigen w razie konieczności dokarmiania.
Według rodziny książeczka zdrowia znajdowała się w dyspozycji osób sprawujących opiekę nad dzieckiem.
Rodzice twierdzą, że mimo tego przez około dobę dziecku podawano preparat, którego – zgodnie z dokumentacją medyczną – nie powinno otrzymywać.
Dopiero po zgłoszeniu sprawy odpowiednim instytucjom i zwróceniu uwagi na dokumentację medyczną, jak relacjonuje rodzina, zakupiono właściwy preparat.
Rodziców zaniepokoiła również informacja, że trzymiesięczny chłopiec miał przesypiać całą noc i być karmiony co około sześć godzin.
Jak podkreślają, zgodnie z zaleceniami lekarza tak małe dziecko powinno być karmione co dwie–trzy godziny, a w razie potrzeby wybudzane do karmienia.
W związku z tym również złożyli zawiadomienie do prokuratury.
Policja i koniec możliwości przekazywania mleka matki
Rodzina twierdzi, że po zgłoszeniu swoich zastrzeżeń do odpowiednich organów następnego dnia do ich domu przyjechali policjanci.
Jak relacjonują, od tego momentu przestano przyjmować od matki odciągnięte mleko dla dziecka.
Dla kobiety była to jedna z najbardziej bolesnych decyzji.
– Nie mogłam być przy swoim synu. Chciałam przynajmniej dać mu swoje mleko. To jedyne, co jeszcze mogłam dla niego zrobić – mówi matka.
Zdjęcie, które wywołało kolejne obawy
W niedzielę (12 lipca) rodzice otrzymali zdjęcie swojego syna.
Według ich relacji chłopiec znajdował się w bujaku, miał główkę skręconą w lewą stronę i nie był zapięty pasami bezpieczeństwa.
Rodzina podkreśla, że dziecko ma wzmożone napięcie mięśniowe oraz pilne skierowanie na rehabilitację, która ma rozpocząć się 28 lipca.
Ich zdaniem sposób ułożenia dziecka był niezgodny z zaleceniami lekarzy.
„Nie prosimy o współczucie. Prosimy o wyjaśnienie”
Rodzice nie ukrywają emocji. Mówią, że od kilku dni żyją w ciągłym strachu o swojego syna.
Podkreślają, że nie oczekują specjalnego traktowania ani konfliktu z instytucjami.
– Chcemy tylko wiedzieć, że nasz syn jest bezpieczny. Że ktoś czyta jego dokumentację medyczną, przestrzega zaleceń lekarzy i pamięta, że za każdą decyzją administracyjną stoi małe, bezbronne dziecko oraz rodzice, którzy każdego dnia o nie walczą – mówią.
Rodzina poinformowała nas, że złożyła zawiadomienia do prokuratury dotyczące okoliczności opisanych w tej sprawie.
Postępowania mają wyjaśnić, czy doszło do nieprawidłowości oraz czy podczas podejmowanych działań nie doszło do narażenia dziecka na utratę życia lub zdrowia.
Redakcja jest gotowa opublikować stanowiska wszystkich instytucji i osób, których dotyczą przedstawione w materiale zarzuty – wystąpiliśmy już z prośbą o komentarz do wyżej wymienionych instytucji.
fot. Mat. Zjecie Poglądowe

