Widzew Łódź zremisował ze Śląskiem 3:3. Grał w dziesiątkę, a był o krok od zwycięstwa

Widzew Łódź zremisował w sobotni wieczór ze Śląskiem Wrocław 3:3 w meczu 5. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Spotkanie miało niezwykły przebieg. Łodzianie od 7. minuty grali w osłabieniu, a mimo tego prowadzili już 3:1. Ostatecznie gospodarze odrobili straty w końcówce i uratowali punkt.

Widzew Łódź szybko został osłabiony

Początek spotkania we Wrocławiu był dla Widzewa bardzo trudny. Już w pierwszych minutach Przemysław Wiśniewski sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Malaly’ego Dembele. Początkowo sędzia liniowy wskazał spalonego, jednak po analizie VAR decyzja została zmieniona. Wiśniewski obejrzał czerwoną kartkę i Widzew musiał przez niemal całe spotkanie grać w dziesięciu.

Trener Aleksandar Vuković musiał błyskawicznie zareagować. Już w 11. minucie na boisku pojawił się Mateusz Żyro, który zastąpił Mariusza Fornalczyka. Wydawało się, że Śląsk otrzymał idealną okazję, aby przejąć kontrolę nad spotkaniem.

Stało się jednak zupełnie inaczej.

Widzew zaskoczył Śląsk

Grający w osłabieniu Widzew nie zamierzał ograniczać się wyłącznie do obrony. Łodzianie bardzo dobrze wykorzystywali momenty, w których mogli ruszyć z szybkimi atakami.

W 16. minucie czerwono-biało-czerwoni objęli prowadzenie. Angel Baena oddał strzał, który obronił bramkarz Śląska. Do odbitej piłki dopadł jednak Mario Garcia i skuteczną dobitką trafił do siatki. Widzew prowadził 1:0, mimo że od kilku minut musiał radzić sobie w dziesiątkę.

To nie był koniec problemów gospodarzy. W 36. minucie Widzew przeprowadził kolejną bardzo dobrą akcję. Lindon Selahi odebrał piłkę, następnie Juljan Shehu rozpoczął szybki atak, a Karol Świderski podał do Frana Álvareza. Hiszpan zachował spokój w polu karnym i podwyższył prowadzenie na 2:0.

Do przerwy Śląsk nie potrafił znaleźć sposobu na dobrze ustawiony zespół Widzewa. Łodzianie schodzili do szatni z dwubramkową przewagą, choć przez większość pierwszej połowy grali jednego zawodnika mniej.

Śląsk wrócił do gry, ale Widzew odpowiedział

Po zmianie stron gospodarze ruszyli zdecydowanie odważniej. Już na początku drugiej połowy Śląsk zdobył bramkę kontaktową. Po rzucie rożnym piłka trafiła do Steve’a Kapuadiego, który niefortunnie skierował ją do własnej bramki.

Wrocławianie poczuli, że mogą jeszcze odwrócić losy spotkania. Widzew nadal jednak bardzo dobrze wykorzystywał swoje okazje.

W 63. minucie łodzianie ponownie odskoczyli na dwie bramki. Mario Garcia świetnie zagrał w pole karne, a Ángel Baena uderzeniem z pierwszej piłki pokonał bramkarza Śląska. Na tablicy wyników pojawiło się 1:3.

W tym momencie wydawało się, że Widzew jest bardzo blisko odniesienia niezwykle cennego zwycięstwa. Trudno było sobie wyobrazić lepszy scenariusz dla zespołu, który niemal całe spotkanie rozgrywał w dziesięciu.

Końcówka przyniosła ogromne emocje

Śląsk nie zamierzał jednak się poddać. W 78. minucie Przemysław Banaszak zdobył bramkę głową po dośrodkowaniu Piotra Samca-Talara. Gospodarze ponownie złapali kontakt i rozpoczęli walkę o uratowanie wyniku.

Kilka minut później Widzew miał sporo szczęścia. Luka Marjanac trafił do siatki, ale po analizie VAR gol nie został uznany z powodu pozycji spalonej. Łodzianie nadal prowadzili 3:2.

Ostatecznie Śląsk dopiął swego w samej końcówce. Po kolejnym dośrodkowaniu Samca-Talara Eniss Shabani znalazł się w polu karnym bez odpowiedniej opieki i uderzeniem głową doprowadził do remisu 3:3. Widzew stracił prowadzenie, które jeszcze kilka minut wcześniej wydawało się bardzo bezpieczne.

Punkt z niedosytem

Po końcowym gwizdku trudno jednoznacznie ocenić ten wynik. Z jednej strony Widzew zdobył punkt na wyjeździe, grając przez zdecydowaną większość spotkania w osłabieniu. Z drugiej strony łodzianie prowadzili 3:1 i byli bardzo blisko zwycięstwa.

Sam trener Aleksandar Vuković po meczu podkreślał charakter i ambicję zespołu. Szkoleniowiec zwrócił uwagę, że jego drużyna potrafiła strzelić trzy gole, mimo gry w dziesięciu. Jednocześnie nie ukrywał niedosytu, ponieważ jego zdaniem Widzew był blisko wywiezienia z Wrocławia pełnej puli.

Podobnie spotkanie oceniał Mario Garcia. Hiszpan podkreślał, że drużyna wykonała ogromną pracę, ale w końcówce dało o sobie znać zmęczenie. Po takim meczu trudno jednak odmówić Widzewowi charakteru.

Widzew pokazał charakter

Remis 3:3 pozostawia po stronie Widzewa spory niedosyt, ale jednocześnie daje kilka powodów do optymizmu. Łodzianie bardzo szybko musieli zmienić swoje założenia po czerwonej kartce dla Wiśniewskiego. Mimo tego potrafili dwukrotnie wypracować dwubramkową przewagę i przez długi czas skutecznie przeciwstawiali się gospodarzom.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje ofensywa. Mario Garcia zdobył bramkę i zanotował asystę, Ángel Baena również wpisał się na listę strzelców, a Fran Álvarez dołożył kolejne trafienie. Widzew pokazał, że nawet w bardzo trudnych okolicznościach potrafi stworzyć zagrożenie pod bramką przeciwnika.

Problemem pozostaje jednak gra przy stałych fragmentach. Śląsk zdobył dwie bramki po dośrodkowaniach, a przy ostatnim trafieniu Widzew nie upilnował Shabaniego.

Ostatecznie Widzew Łódź wraca z Wrocławia z jednym punktem. Wynik 3:3 może pozostawiać niedosyt, bo zwycięstwo było naprawdę blisko. Jednocześnie trudno nie docenić tego, że drużyna przez niemal cały mecz grała w osłabieniu, a mimo tego dwukrotnie prowadziła różnicą dwóch bramek.

Śląsk Wrocław 3:3 Widzew Łódź

Bramki: 16. Mario Garcia, 36. Fran Álvarez, 48. Steve Kapuadi (sam.), 63. Ángel Baena, 78. Przemysław Banaszak, końcówka meczu – Eniss Shabani.

Czerwona kartka: Przemysław Wiśniewski – 7. minuta.

Więcej informacji na temat kolejnych meczów znajdziesz TUTAJ

czytaj także: Marek Brodzki i Zbigniew Zamachowski spotkali się z widzami w EC1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry